HISTORIA POWSTANIA „STAREGO KOŚCIOŁA”

    W zapiskach, które pozostawił po sobie w 1923 r. kościelny z Żędowic, pełniący zarazem funkcję grabarza, Urban Szostok, znajdujemy informacje mogące dać wyobrażenie o religijności mieszkańców. Pisze on, że kiedy jeszcze Żędowice nie posiadały własnej świątyni, to choć najbliższy kościół znajdował się w odległej o 4,5 km Kielczy, wierni musieli co niedziela wędrować aż 11,5 km do kościoła parafialnego w Jemielnicy. Przepisy prawa kanonicznego zobowiązywały wtedy do uczestniczenia w życiu religijnym własnej wspólnoty parafialnej. Wierny, w myśl tych przepisów, był zobowiązany do świadczeń pieniężnych, przynajmniej raz w miesiącu, na rzecz swojej parafii - tzw. kolekta powinowata. Jak pisze U.Szostok, droga do kościoła w Jemielnicy wiodła przez gęsty las i była bardzo uciążliwa. Wszyscy trzymali się razem, gdyż w okolicy roiło się od rysi, dzikich świń i wilków, które często atakowały także ludzi. Starszych wieziono furmanką. Jak już wspomniano, pierwsze wzmianki historyczne dotyczące Żędowic pochodzą z 1328 r. i mówią właśnie o przynależności do parafii cystersów w Jemielnicy. Wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by już od tego czasu datować owe coniedzielne wyprawy na Mszę św. Od pewnego czasu przyjął się zwyczaj zwoływania ludzi przed wymarszem za pomocą sygnaturki. Zbierali się przed kapliczką, którą od tej sygnaturki zaczęto w pewnym momencie nazywać po prostu „Dzwonkiem". Trudno dziś ustalić datę wybudowania kapliczki. Prawdopodobnie miało to miejsce ok. roku 1880, kiedy stawiano tu osiedle dla pracowników huty. Jest pewne, że przynajmniej od 1831 r. wokół Dzwonka skupiało się życie religijne wioski. Tu gromadzono się przed wymarszem na niedzielną Mszę św., tu odprawiano nabożeństwa majowe i różańcowe, tu wreszcie dzwoniono na Anioł Pański. Przynajmniej od XVIII w. czyniono starania o przeniesienie Żędowic do parafii Kielcza. Długo nie przynosiły one żadnych rezultatów. Dopiero w 1831 r. mieszkańcy Żędowic dopięli swego: na mocy dokumentu wystawionego przez księcia biskupa wrocławskiego Emanuela Szymońskiego ich miejscowość została przyłączona do kieleczkiej parafii. Skończyły się trudy coniedzielnych wędrówek przez las. Odtąd wszystkie nabożeństwa, pogrzeby i sakramenty święte można było odprawiać w nie tak już odległym kościele parafialnym. Oznaczało to zarazem także koniec nabożeństw przy Dzwonku. Mieszkańcy Żędowic aktywnie włączyli się w życie nowej parafii. Z księgi biurowej Kielcza dowiadujemy się, że w roku 1846 na 1694 parafian 746 należało do bractwa trzeźwościowego Związek Członków Trzeźwości. Z jednej strony może to świadczyć o istnieniu problemu pijaństwa wśród robotników, ale z drugiej - dowodzi woli przeciwdziałania. O typie religijności mieszkańców Żędowic świadczy również ich postawa w okresie tzw. Kulturkampfu. W latach 1866-1871 nastąpiło zjednoczenie Niemiec pod przewodnictwem Prus. Śląsk znalazł się w granicach nowej Rzeszy. Na losach jego mieszkańców w następnych latach zaciążyła realizowana przez Bismarcka polityka ściślejszego wiązania prowincji z centrum. W całych Niemczech przybrała ona formę walki o podporządkowanie państwu Kościoła katolickiego, na Śląsku uzewnętrzniła się dodatkowo w próbach likwidacji odrębności językowej i kulturowej jego mieszkańców. Tendencje te widoczne były także w Żędowicach. W roku 1875 przestano uczyć tu w języku polskim. Lata następne zdominował konflikt wiernych z „rządowym" proboszczem. Zgodnie z antykościelnym ustawodawstwem lat 70-tych stanowisko proboszcza objąć mógł tylko obywatel niemiecki i to dopiero po zdaniu państwowego „egzaminu z kultury". Od owego egzaminu konflikt przybrał nazwę walki o kulturę (Kulturkampf). Watykan odrzucił zdecydowanie tę ingerencję w sprawy kościoła, biskupi odmówili zgłaszania kandydatów na stanowiska kościelne. W parafii Kielcza dwaj kolejni proboszczowie - ks. Paweł Michna i od 1877 r. ks. Ignacy von Talaciński - należeli do zwolenników Bismarcka i w praktyce starali się realizować jego politykę. Mieszkańcy Żędowic tego nie zaakceptowali. Kiedy odwołania do ubezwłasnowolnionej Kurii Biskupiej we Wrocławiu nie przyniosły rezultatu, przestali brać udział w życiu parafialnym Kielczy. By spełnić obowiązki religijne i przyjąć sakramenty święte wierni udawali się do świątyń, w których pracowali księża wierni

biskupowi i Kościołowi rzymsko-katolickiemu, — do Świbia, Wiśnicza i Jemielnicy. Najczęściej chrzczono dzieci, przyjmowano pierwszą komunię świętą i zawierano śluby w Wiśniczu, gdzie proboszczem był ks. dziekan Łebek (imienia nie znamy). „ Liczne grupy Źędowiczan udawały się wówczas do wolnostojącej kapliczki w Goju, należącej do parafii Wiśnicze, gdzie czczony był obraz Matki Boskiej Bolesnej. Jednym z nazw, jakie nadawali sobie członkowie pierwotnego Kościoła, było określenie „wierni". To biblijne słowo nabrało wtedy nowej aktualności. Bez wątpienia swoją postawą zasłużyli sobie na nie mieszkańcy Żędowic. Odżyły wtedy nabożeństwa majowe i różańcowe w Dzwonku. Kapliczka była skromna, więc zebrani często stali obok modląc się i śpiewając pieśni do Matki Boskiej, której obraz zajomował centralną część ołtarzyka. Były to nabożeństwa o charakterze prywatnym, bez udziału księdza. Nie zachował się niestety żaden ich program, skąd też trudno je bliżej opisać. Zwraca jednak uwagę mocno już wtedy zakorzeniony kult Matki Bożej. Kulturkampf w całych Niemczech zakończył się porażką Bis-marcka. W Źędowicach okres próby zaowocował umocnieniem wiary. Polityczny przełom skłonił mieszkańców wsi do wszczęcia starań o budowę własnego kościoła. Za radą wspomnianego już ks. Lebeka wiosną 1885 roku do Kurii Biskupiej we Wrocławiu udała się delegacja rady parafialnej, na czele której stał dyrektor huty w Zawadzkiem Wilhelm Esser. Głównym jej zadaniem było przedstawienie skomplikowanej sytuacji w parafii i uzyskanie pozwolenia na budowę kościoła. Ponieważ Kuria Biskupia nie była w stanie usunąć „rządowego" proboszcza z Kielczy, a ten dobrowolnie parafii oddać nie chciał, postanowiono wybudować w Żędowicach halę modlitewną (Bethalle). Władze nie wyraziły zgody na postawienie kościoła. Biskup wyznaczył wikarego z Wodzisławia ks. Józefa Wajdę, aby zajął się budową i duszpasterstwem w Źędowicach. Miejsce pod budynek kościelny podarował karczmarz i gospodarz jednocześnie, niejaki Bronder. Prace rozpoczęto już w sierpniu 1885 r. Przystąpiono do nich z niesłychanym zapałem. Większość materiałów budowlanych ludzie dostarczali za darmo. Cegłę dowożono wagonami kolejowymi z Bytomia aż do dzielnicy „Kuźnica", a stamtąd furmankami na teren budowy. Kronika podaje, że pierwszy wóz z cegłami ludzie ciągnęli rękami śpiewając przy tym pieśni religijne. Już trzy miesiące po poświęceniu kamienia węgielnego, 6 grudnia 1885 roku, w nowym budynku przypominającym bardziej stodołę niż miejsce kultu religijnego została odprawiona pierwsza Msza święta. Patronką nowego domu modlitwy obrano Matkę Bożą Bolesną. W następnym roku prowadzono prace wykończeniowe. Dyrektor huty W. Esset ofiarował 1200 marek na urządzenie wnętrza. Za* te pieniądze sprowadzono organy. Parafia Świbie podarowała Żędowicom stacje drogi krzyżowej, a sami mieszkańcy ufundowali figury, 6 sztandarów, krzyż procesyjny, baldachim i inne przedmioty wystroju kościoła. Wybudowano też dom z przeznaczeniem na probostwo, w którym w lipcu 1886 r. zamieszkał ks. J. Wajda. Radość nie trwała jednak długo. W trzy lata później, po opuszczeniu parafii Kielcza przez ks. Ignacego von Talaciński, jego miejsce zajął ks. Józef Wajda. Do Żędowic dojeżdżał odtąd tylko na nabożeństwa, a kościół w wiosce stał się kościołem filialnym. Na dodatek gmina Zawadzkie, gdzie w szybkim tempie rozwijała się huta im. św. Andrzeja, też wszczęła starania o budowę nowego kościoła. Ranga hali modlitewnej w Żędowicach spadła. Mieszkańcy tłumaczyli to sobie między innymi jej wyglądem - nie miała wszak wieży i innych charakterystycznych dla kościelnego budynku znamion. W 1891 r. ks. J. Wajda w porozumieniu z przewodniczącym rady parafialnej i dyrektorem huty W. Esserem postanowił wybudować kościół w Zawadzkiem, a dom modlitwy w Żędowicach rozebrać lub przebudować na szkołę. Mieszkańcy wioski chcieli natomiast dobudować wieżę i ustanowić świątynię z prawdziwego zdarzenia. Doszło do konfliktu. Przypadek zadecydował, że górę wzięły racje Żędowiczan. Zdarzyło się bowiem, że w tym samym czasie pojechały do Kurii Biskupiej we Wrocławiu dwie delegacje. Jedna, złożona z mieszkańców Zawadzkiego, za wiedzą i namową ks. J. Wąjdy podała się w Kurii za przedstawicieli Żędowic i prosiła o zezwolenie na rozbiórkę budynku, którego nie są w stanie utrzymać. Niedługo po nich zjawiła się druga grupa rzeczywistych delegatów z Żędowic, o których ks. proboszcz nie wiedział. Po wyjaśnieniu biskup wycofał wydane uprzednio zezwolenie na rozbiórkę. To zdarzenie pogłębiło konflikt. W rezultacie proboszcz prawie przestał przyjeżdżać do wioski. Ograniczał się jedynie do świąt nakazanych. Być może na pogłębienie konfliktu miało też wpływ coraz mocniejsze angażowanie się ks. Wąjdy w działalność polityczną i społeczną. Uwidoczniło się to zwłaszcza w następnych latach, kiedy jako przedstawiciel katolickiego „Centrum" został posłem polskim do parlamentu pruskiego. W owym czasie ks. Wajda stał się centralną postacią walki o emancypację narodową i ekonomiczną ludności polskiej w powiecie strzeleckim. Z tego powodu mniej czasu i energii pozostało mu na pracę duszpasterską. W roku 1892 stanęła wieża kościelna, na której 15X11. zawieszono trzy dzwony. Największy z nich — Anna — ważył 750 kg., drugi — Maria — 450, a trzeci — Marta — 350 kg. Przeniesiono również dzwonek z kapliczki i odtąd dzwoniono nim na przeistoczenie. W roku 1900 z ofiar wiernych zakupiono szesnastogłosowe organy i zamontowano je na chórze. Z końcem XIX w. kościół w Żędowicach był już całkowicie wyposażony. Miał nowy ołtarz główny oraz dwa boczne, w trzy okna wstawiono witraże przedstawiające postacie świętych. Cały sprzęt liturgiczny jak i witraże były darowizną mieszkańców Żędowic. Wieloletnia walka o własną świątynię zakończyła powodzeniem.
 


CUD W ŻĘDOWICACH

    Nastało gorące lato roku 1904. Rolnicy z nadzieją czekali na żniwa, które z Bożą pomocą miały być lepsze niż zeszłoroczne, robotnicy zaś w hucie przeklinali upalne dni, kiedy praca przy piecach wysysała z ciał strumienie potu, a wraz z nimi siły i chęć do życia. Poniedziałek 25 lipca 1904 roku był dla większości mieszkańców Żędowic dniem zwykłej, ciężkiej pracy. Tego dnia między godz. 15.00 a 16.00 od północnego wschodu nasunęła się nad wieś ciemna burzowa chmura dająca obfity i intensywny deszcz oraz pioruny. W czasie burzy nagle ukazała się nad szkołą wielka jasność. Mimo ulewnego deszczu zaczęli gromadzić się ludzie, gdyż wyglądało, że szkoła się pali. Mieszkająca nieopodal Kunegunda Zymei miała wówczas 32 lata. Udawała się właśnie do stajni, kiedy olśniona została niezwykłym blaskiem. Spojrzawszy w kierunku szkoły zobaczyła Matkę Bożą. Krzyknęła głośno:
— Ludzie patrzcie! Cud, Matka Boska się objawiła!
Zaraz też nadbiegła jej sąsiadka Krystyna Szaton. Te kobiety były pierwszymi świadkami ukazania się Matki Bożej. Wkrótce z zamiarem gaszenia pożaru przybiegli mieszkańcy okolicznych domów. Zaskoczenie było zupełne. Zamiast płonącego budynku zobaczyli jaśniejące oblicze. Jak stwierdza Urban Szostak widok tego wizerunku przenikał każdego do głębi. Obrazu takiego nie mógł namalować żaden malarz. Wieść rozeszła się bardzo szybko. Gromadziło się coraz więcej ludzi, także z Zawadzkiego, Kielezy, Świbia i Radoni. Powiększający się tłum przez całą noc śpiewał pieśni, odmawiał różaniec i inne modlitwy. I tak przez kilka następnych dni. Nie wszyscy mogli jednak zobaczyć wizerunek Matki Jezusa. Nie widzieli go przybywający z ciekawości, widzieli natomiast innowiercy, którzy z pełnym szacunkiem oddali mu cześć Według kroniki parafialnej, zapisków osób prywatnych oraz relacji naocznych świadków wizerunek Matki Bożej był bardzo wyraźnie widoczny na dwóch szybach okna starej szkoły podstawowej od strony wschodniej — na pierwszym piętrze, w czwartym oknie od drogi. Otoczona blaskiem Matka Boża trzymała Dzieciątko na lewej ręce. Ubranie Jej miało kolor jasno-błękitno-niebieski, płaszcz niebiesko-fioletowy — był zakończony niebieską wstążką. Na głowach obojga postaci widoczne były złote korony. Twarz Matki skierowana w kierunku wschodnim — na „dwór" — miała niezwykle miły i poważny wyraz. O zdarzeniu doniesiono ówczesnemu proboszczowi, ks. J. Wąjdzie. Ten jednak, zajęty sprawami społecznymi i poróżniony z Żędowicami, nie przybył na miejsce objawienia. Posłał tylko swoją gospodynię, aby sprawę zbadała i zdała mu relację. Gospodyni zauważyła jedynie ludzi modlących się na klęczkach i śpiewających pieśni. Postaci Matki Bożej nie dostrzegła, mimo iż pokazywano jej obraz w oknie, wskazując nawet szczegóły. Kiedy wróciła do Kielczy opowiedziała proboszczowi „... że niczego oprócz grupy głupich ludzi, którym się tam coś zdaje, którzy tam stoją i w głupstwa wierzą" nie zauważyła. Opierając się na tej relacji ks. J. Wajda uznał, że Żędowiczanie znów zainicjowali jakąś akcję, by coś na nim wymóc. Z ambony w Kielczy potępił ich i zażądał zaniechania zebrań przy szkole. Co więcej, postanowił zaprzestać odprawiania we wsi wszelkich nabożeństw, a w rozmowie z policją wyraził wolę, aby wprowadzono tam porządek. Wkrótce, po interwencji księdza na miejsce przybyli ordynans policji Kop i miejscowy policjant Mackę. Kop niczego w oknie szkoły nie dostrzegł i tłumaczył ludziom, by spokojnie się rozeszli, bo to tylko złudzenie. Chcąc im to lepiej wytłumaczyć poszedł do sali na górę, zdjął marynarkę i zakrył okno. Tymczasem zamiast protestów, których się spodziewał, usłyszał z tłumu: „trzymaj tak, trzymaj, bardzo ładnie widać". Z wrażenia upuścił marynarkę i odszedł. Policjant Mackę stojący w tłumie ujrzał postać Matki Boskiej i zdjął z głowy czapkę. Obydwaj policjanci nie chcąc zajmować się więcej tą sprawą zażądali następnego dnia przeniesienia służbowego. Parę dni później nauczyciel Szemetzka nakazał służącej FLorentynie Tyślik wytrzeć szybę okienną spirytusem. Obraz jednak nadal pozostał widoczny. Następnie Szemetzka polecił pomalować szybę wapnem ciągnąc pędzel w różnych kierunkach tak, aby zamalować wizerunek Matki Boskiej. Gdy i to nie przyniosło rezultatu, wyjęto z okien odpowiednie szyby. Postać Matki Boskiej wciąż jednak widoczna była na murze obok okna, choć już nie tak wyraźnie. Po zaszkleniu okien ponownie widać było na nich kontury postaci z tym, że znacznie słabiej niż w pierwszych dniach. Powiadomiono Kurię Biskupią we Wrocławiu. Przysłany stamtąd specjalny obserwator po przybyciu na miejsce zrobił jakieś szkice, zwinął arkusze w rolkę i nic nie mówiąc odjechał. Na tym skończyła się interwencja Kurii. Mimo różnych próśb i nalegań nie zjawił się też w Żędowicach ani razu ks. J. Wajda. Sprawa ciągnęła się przez 3 miesiące. Zbierające się przed szkołą grupy ludzi często rozpędzane przez policję, a wierni ponownie gromadzili się wieczorem z tym, że już nie przed szkołą lecz w kościele. Tu wspólnie odmawiali modlitwy i śpiewali pieśni na cześć Matki Boskiej. Wkrótce jednak z polecenia proboszcza kościół został zamknięty. Ludzie przychodzili jeszcze przez pewien czas i modlili się obok.Przez następne trzy lata proboszcz J. Wajda, chcąc ukarać ludzi za rzekomą wiarę w zabobony, bardzo rzadko przyjeżdżał do Żędowic. Wszystkie chrzty, śluby i pogrzeby odbywały się tylko w Kielczy, a ksiądz, jeśli już był w Żędowicach sprawować ofiarę Mszy świętej, to na kazaniach nie zapomniał potępić zachowanie się mieszkańców i postraszyć, że kościół zostanie na zawsze zamknięty.

WOJNA O OBRAZ


  Jesienią 1906 roku udała się na Jasną Górę pielgrzymka, którą kierował kościelny, Konstanty Deja. Pojechała dość duża grupa z zamiarem sprowadzenia pamiątki na cześć objawienia Matki Boskiej. W jednym ze sklepów wybrano obraz najbardziej odpowiadający wizerunkowi, jaki ukazał się w Żędowicach. Po zebraniu składek i przeliczeniu okazało się, że mają 200 marek. Było tego za mało, gdyż obraz kosztował 600 marek. Pielgrzymi jednak nie zrezygnowali. Zostawiwszy sprzedawcy zebrane pieniądze jako zadatek, umówili się z nim na lato następnego roku. Po przyjeździe do Żędowic Konstanty Deja poinformował ks. J. Wajdę o poczynaniach parafian. Ten je oczywiście potępił. W rezultacie obrazu nie zakupiono, a konflikt między mieszkańcami Żędowic a proboszczem Wajdą jeszcze się pogłębił. Dalsze dzieje konfliktu, zapisane w kronice parafialnej, pełne są niesamowitych wydarzeń, których prawdziwość łatwo dziś zanegować. Przedstawimy je jednak pozostawiając czytelnikowi ocenę ich wiarygodności. Wiosną 1907 roku ks. J. Wajda przejeżdżając w Żędowicach obok starego cmentarza zobaczył w miejscu cmentarnego krzyża Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Przystanął, aby się lepiej przyjrzeć, ale po chwili postacie zniknęły. Po krótkim zastanowieniu uznał, że widzenie powstało tylko w wyobraźni pobudzonej zatargiem z parafianami z Żędowic, który ostatnio zaprzątał jego myśli. Jednak podobne widzenie powtórzyło się za miesiąc podczas sprawowania mszy świętej. Ks. Wajda i to wydarzenie wytłumaczył przemęczeniem. Krótko potem został nagle dotknięty całkowitym paraliżem. Była to dziwna choroba, gdyż lekarze po przeprowadzeniu wszystkich badań niczego nie stwierdzili, a sam chory nie odczuwał żadnego bólu. W czasie jednej z bezsennych nocy ksiądz skojarzył własne widzenia z objawieniami w Żędowicach i przyrzekł sobie, że jeżeli choroba kiedykolwiek go opuści, pojedzie zaraz do wsi i postara się sprawę wyjaśnić. Po czym zasnął. Rano po przebudzeniu poczuł się dobrze i wstał zupełnie zdrowy. Kiedy jednak w ciągu całego dnia nic nie uczynił, by wywiązać się z przyrzeczenia danego sobie w nocy, choroba wróciła. Następnego dnia znów nie mógł wstać z łóżka. Ponownie przyrzekł sobie sprawę zbadać lecz i tym razem, mimo że paraliż ustąpił, obietnicy nie dotrzymał. Dopiero po trzecim nawrocie choroby, dotkliwszym niż poprzednio, udał się do Żędowic. Była wigilia Zielonych Świątek 1907 roku, kiedy ks. J. Wajda po przybyciu do Żędowic kazał zadzwonić w dzwony, a gdy ludzie się zebrali, odprawił mszę świętą. Po mszy ogłosił, że chce pojechać na Jasną Górę, aby tam kupić obraz Matki Boskiej na pamiątkę objawienia. Wraz z księdzem pojechała do Częstochowy spora grupa ludzi. Po przybyciu na miejsce przedstawiono Ojcom Paulinom cel pielgrzymki. Okazało się, że dysponowali oni kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, jednak bardzo drogą. Kosztowała 1200 marek. Na szczęście udało się anulować stare zamówienie i odzyskać 200 marek. Proszono też Ojców Paulinów, by obniżyli cenę, gdyż parafia Żędowice jest uboga. Ks. J. Wajda kupił obraz za 900 marek przeznaczając go jednak do kościoła parafialnego w Kielczy. We wtorek po Zielonych Świątkach, w dniu 16 czerwca 1907 r., po mszy świętej celebrowanej przez księdza Wajdę, generał paulinów o. Rejman obraz poświęcił i zaraz potem pielgrzymi ruszyli w drogę powrotną. W procesji nieśli obraz aż do stacji kolejowej, gdzie wsiedli do pociągu. Granicę rosyjsko-pruską przejechali w Herbach Pruskich. Celnicy początkowo nie chcieli przepuścić obrazu. Podobno próbowano go ważyć, lecz waga nie wskazywała ciężaru. Sprawdzono wagę i po stwierdzeniu, że działa dobrze zważono obraz powtórnie. Gdy okazało się, że waga znów nie wykazuje żadnego ciężaru, przepuszczono obraz bez cła. Pielgrzymka dojechała do Lublińca i tam ks. Wajda zarządził przerwę. Chciał dotrzeć na stację w Żędowicach późnym wieczorem i bez rozgłosu przewieźć obraz do kościoła w Kielczy. Plany proboszcza pokrzyżował kościelny Konstanty Deja, który nic nie mówiąc pojechał wcześniej do Żędowic i powiadomił mieszkańców, że obraz zostanie przywieziony pociągiem na dworzec o godz. 19.30. Wieść rozeszła się błyskawicznie. Na dworcu czekała cala już wieś i sporo mieszkańców z okolicy. Wszyscy odświętnie ubrani, ministranci z krzyżem procesyjnym, dziewczyny w bieli ze sztandarami i orkiestra. Samych tylko dorosłych zebrało się ok. 3 tys. Obok dworca czekała dorożka, która według zamiarów ks. Wajdy miała zabrać obraz. Pociąg przybył zgodnie z planem. Gdy wizerunek Matki Bożej wyniesiono z wagonu, ludzie upadli na kolana. Następnie uformowała się procesja. Mężczyźni wzięli obraz na ramiona, orkiestra zagrała pieśń „O Najświętsza Rodzico Matko Pana Jezusa" i wszyscy wraz z ks. proboszczem zgodnie ruszyli do kościoła w Żędowicach. Na kościelnej wieży biły dzwony. Z opisów i opowiadań wynika, że dla wielu uczestników procesji były to najbardziej uroczyste chwile w życiu. Obraz wprowadzono do kościoła, odpakowano i umieszczono na głównym ołtarzu. Po modlitwach dziękczynnych ks. Wąjda, wzruszony do łez, wygłosił kazanie, w którym powiedział min. — „Dzięki dziwnemu zbiegowi okoliczności, który miał tu ostatnio miejsce i dzięki szczególnej miłości parafian do Matki Bożej odbywa się ta cała uroczystość". W czasie nabożeństwa oddał wieś Żędowice w opiekę Matce Boskiej oraz zachęcał ludzi do większej czci i częstszych modlitw do Niej.

HISTORIA POWSTANIA „NOWEGO KOŚCIOŁA”


      W okresie międzywojennym wstawiennictwu Matki Boskiej Żędowickiej zaczęto przypisywać zachowanie wioski od kataklizmów nawiedzających okolice. Między innymi obraz miał ochronić wieś przed burzą gradową latem 1935 roku. Wiara w cudowną jego moc wzrosła jeszcze w czasie ostatniej wojny. Mężczyźni udający się na front modlili się przed obrazem polecając swoje życie opiece Matki Bożej. Z tego okresu pochodzą liczne wota i klejnoty — świadectwa wysłuchania wielu próśb. Wstawiennictwu Matki Bożej przypisywano też fakt, że Żędowice nie zostały dotknięte pożogą wojenną. Przez pięć lat wojny pod koniec, której przez wioskę przeszedł front, spłonął tu tylko jeden dom.Po wojnie do planów budowy nowego kościoła powrócił ks. Henryk Lakomik, 8 grudnia 1949 r. odbyło się uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego. Ludność traktowała budowę jako wyraz wdzięczności Matce Bożej za opiekę w czasie wojny, dzięki czemu prace posuwały się bardzo szybko i już 7 czerwca 1950 roku ówczesny Administrator Śląska Opolskiego ks. infułat Bolesław Kominek poświęcił nową świątynię. Utrzymana w stylu neoromańskim ma wymiary 50 x 21 m i może pomieścić ok. 570 osób. W prezbiterium, na podwyższeniu, postawiono murowany ołtarz z betonową mensą, na której umieszczono nastawę z wbudowanym obrazem Matki Bożej. Nowy kościół postawiono obok starego. Dwudziestosiedmiometrową starą wieżę wkomponowano w nowy budynek tak, że po przebudowie mogła dalej pełnić swoją funkcję. Jedną trzecią starej świątyni rozebrano i zamknięto poprzecznym murem tworząc mały kościółek. Tam odbywały się nabożeństwa w czasie trwania budowy. Po jej zakończeniu kościółek pozostawał zamknięty do roku 1964, kiedy to ks. Emil Strzelczyk powziął plan odremontowania budynku i wykorzystania jako kaplicy. Latem 1966 roku z powodu remontu rozebrano nastawę ołtarzową z obrazem w kościele głównym i przeniesiono na dawne miejsce. Prace remontowe zakończono ostatecznie 24 czerwca 1967 roku. Obraz jednak nie powrócił już do kościoła. Pozostał w kaplicy. Obecnie znajduje się pod tabernakulum. Przed nim zamontowano ruchomą zasłonę. Przeżycia religijne z lipca 1904 roku i związane ze sprowadzeniem obrazu zaowocowały także nowymi elementami wprowadzonymi do liturgii. Centralne miejsce zajmują w niej odpusty. W odpust Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny odprawionych jest kilka mszy świętych. Po południu wierni gromadzą się na czuwaniu. Najwięcej przychodzi zwykle w ostatnich godzinach i na samo zasłonięcie obrazu, które ma miejsce krótko przed północą. Końcowej części przewodniczy ksiądz proboszcz wraz z obecnymi w parafii księżmi. Na zakończenie śpiewana jest pieśń do Matki Bożej Żędowickiej: „Żegnaj Żędowicka Matko jedyna, Uproś nam laski u swego syna. Zegnaj nam, żegnaj, Niepokalana, Żegnaj nam żegnaj, Matko kochana." Dokładnie w rocznicę cudownego wydarzenia, 25 lipca, począwszy od rannej mszy św. trwa całodzienne czuwanie modlitewne przed obrazem. Mimo, że wypada to najczęściej w dzień powszedni, przybywa spora liczba pielgrzymów. Nieco mniej uczęszczanym od odpustu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny jest odpust Matki Boskiej Bolesnej obchodzony od początku istnienia pierwszego kościoła, to jest od 1886 roku. Obecnie obchodzi się go w niedzielę po uroczystościach Podwyższenia Krzyża Świętego, na które parafianie udają się w pieszej pielgrzymce na Górę św. Anny. Prócz odpustów, do najpopularniejszych uroczystości maryjnych w Żędowicach należą wprowadzone w roku 1959 przez ks. Emila Strzelczyka wielkie Nabożeństwa Maryjne. Odprawiane są od maja do października w niedzielę po 13-tym każdego miesiąca. Drugim nabożeństwem, jakie wprowadził (we wrześniu 1973 roku) ks. E. Strzelczyk, jest nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W każdą środę po wieczornej mszy świętej wotywnej następuje przeniesienie obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy, stojącego obok bocznego ołtarza, na ołtarz główny. Ksiądz przewodniczy odmawianiu nowenny przeplatanej pieśniami oraz prośbami i podziękowaniami, które wierni wcześniej złożyli obok obrazu. W sprawozdaniu wizytacyjnym z Żędowic z roku 1962 ks. biskup Wacław Wycisk stwierdził, że szczególny kult Matki Boskiej jest tu powodem wielkiej ofiarności i dobrego życia parafialnego. Nie ulega wątpliwości, że wpływ na to miały wydarzenia z lata 1904 roku.

                                                                                   Opracował na podstawie książki ks. Józefa Żyłki „Cud w Żędowicach”- Henryk Kozub

KSIĄDZ JÓZEF CZEMPIEL I PARAFIA ŻĘDOWICE

   Żędowice w latach 1919-1922 była miejscem duszpasterzowania ks. Józefa Czempiela. Przed ks. Czempielem wikarym był tam znany działacz społeczno-narodowy ks. Józef Wajda, który o wiele wcześniej, bo w 1886 r. przybył do parafii, aby dokończyć prace przy nowo zbudowanym kościele (budowa rozpoczęta w roku 1885 ). W 1889 r. objął parafię w pobliskiej Kielczy. Już w Żędowicach
ks. Wajda dał się poznać jako obrońca ludu polskiego, zarówno w kwestiach socjalnych, jak i narodowych, W 1908 r. udzielił schronienia Wojciechowi Korfantemu, ściganemu przez pruską
żandarmerię. W tym samym roku został kandydatem na posła do parlamentu pruskiego a potem posłem {do roku 1912) w wyniku rezygnacji z mandatu poselskiego ks. Aleksandra Skowrońskiego. Ks. Wajda i podległy mu lokalista ks. Czempiel (parafia w Żędowicach nie była samodzielna i podlegała kielczańskiej) byli inspiratorami założenia polskich kółek rolniczych w powiecie strzeleckim. W okresie plebiscytowym zaangażowali się w agitację na rzecz polskości Śląska, osiągając bardzo wysoki procent głosów oddanych za Polską w podległych im parafiach. Ostatecznie powiat strzelecki, mimo przewagi polskich głosów, przypadł Niemcom i zaczął narastać terror bojówek niemieckich wobec działaczy polskich (po polskiej stronie działo się to samo wobec Niemców). Ks, Czempiel wyjechał do polskiej części Górnego Śląska i w 1922 r. objął probostwo w Wielkich Hajdukach. Ks. Wajda pozostał w Kielczy, lecz wobec zagrożenia życia ze strony Niemców wyjechał do Hajduk, gdzie serdecznie przyjął go ks. Czempiel. Ks. Wajda nadal uczestniczył w życiu politycznym. Kandydował do parlamentu pruskiego i 19 listopada 1919 r. został posłem z ramienia Polskiej Partii Ludowej. Nadal cieszył się zaufaniem społeczeństwa polskiego w Niemczech. Jednocześnie został członkiem prowincjonalnego sejmiku w Opolu i powiatowego sejmiku w Strzelcach Opolskich. Niestety, po powrocie z pierwszej sesji parlamentarnej w Berlinie dostał zapalenia płuc i zmarł w Hajdukach 3 lutego 1923 r. Pierwsza wzmianka o Żędowicach pochodzi z 1300 roku, gdy wieś należała do odległej parafii św. Jakuba w Jemielnicy. Dlatego też żędowiczanie chcieli przyłączyć się do parafii św. Bartłomieja w Kielczy, co nastąpiło w 1831 r. Rozrost Żędowic spowodował potrzebę budowy własnego kościoła w 1885 r. Miał on prostą bryłę i parafianie dobudowali wieżę w 1892 r. przy braku zainteresowania ze strony proboszcza, ks. Wajdy. który zaniedbywał przyziemne obowiązki gospodarcze na rzecz działalności społeczno-politycznej. To powodowało ciągły konflikt między nim a parafianami. Dlatego też wrocławska kuria mianowała w styczniu 1919 r. ks. Józefa Czempiela wikariuszem ks. Józefa Wajdy z przeznaczeniem dla filialnej parafii w Żędowicach. Energiczny ks. Czempiel wyremontował zaniedbany kościół, usamodzielnił parafię żędowicką, a w 1920 r założył nowy cmentarz. W czasie trwającej kolejnej papieskiej pielgrzymki w naszym kraju w dniu 19.06.1999 roku Papież Jan Paweł II, wyniósł do godności Błogosławionych ponad 100 osób, męczenników, którzy w czasie II wojny światowej zginęli z rąk nazistów nazistów obozie koncentracyjnym w Dachu. Wśród nich znalazł się nasz ks. Józef Czempiel. To wielki zaszczyt dla Żędowic, że możemy szczycić się „ swoim ” błogosławionym.

                                                                                                                                                                                              Błogosławiony Józefie Czempielu módl się za nami !!!